Dobra reakcja na niedobrą sytuację – wywiad dla DTS24.pl

Wywiad ukazał się 10 września 2020 r. w Dobrym Tygodniku Sądeckim (nr 36-37). Całość wywiadu dostępna jest do pobrania za darmo na stronie DTS24.pl.

W gabinetach psychologów pojawiają się pierwsze osoby, którym kwarantanna nadszarpnęła psychikę. O dotarciu do rdzenia lęku, o trudnych podróżach w obrębie własnej głowy, i emocjach, których lepiej nie doprowadzać do stanu rozkładu, rozmawiamy z Sabiną Wiercioch, psychologiem.

– Coraz częściej mówi się o tym, że w efekcie trwającej pandemii, na czele najbardziej poszukiwanych specjalistów będą psycholog i psychiatra. Czy ta teza znajduje odbicie w Twojej codziennej pracy w gabinecie?

– Obecnie mam dwóch klientów, którzy siłują się z trudnościami emocjonalnymi wynikającymi z pandemii. Lęk tych pacjentów jest jednak bardziej związany z kwarantanną i poczuciem wyłączenia z życia zewnętrznego, niż z samym zagrożeniem zarażenia się, czy nosicielstwa wirusa COVID-19. Ogromnie trudna i zagrażająca harmonii emocjonalnej okazuje się być reakcja społeczeństwa na wiadomość, że ktoś przebywa w izolacji. Duża liczba ludzi reaguje na taką informację paniką, złością, niezadowoleniem, co mocno stygmatyzuje pacjentów, a na pewno nie pomaga. Myślę, że w perspektywie czasu chroniczny stres związany z obecną sytuacją może znacznie nasilić w społeczeństwie zaburzenia lękowe, ale obecnie tego nie obserwuję w gabinecie.

– Osoby przebywające w izolacji  po kilku tygodniach mają już umyte okna, wypolerowane łyżeczki , a jeśli są szczęściarzami i mają gdzie wyjść – także skoszony trawnik. Nie mają już co sprzątać, czują się zdrowe fizycznie, ale czekają na wynik. Mówią „siada mi psychika”. Co im poradzisz?

– Rzeczywiście, przedłużająca się kwarantanna to chyba jeden z trudniejszych elementów pandemii. To jest coś, co dotyka nas osobiście i często skazuje na samotność, na spotkanie z samym sobą. Żyliśmy w świecie, który cały czas pędził, gdzie nie mieliśmy czasu, odwagi i chęci, żeby konfrontować się ze sobą. I nagle stop. Zostajesz sama, sam, i chcąc nie chcąc spotykasz siebie. A spotkanie z sobą jest często jednym z najtrudniejszych, czasami najbardziej mrocznych spotkań jakie dane nam jest odbyć w życiu. Myślę, że bardzo ważna jest świadomość, że to co czuję, ten strach, niepewność, a czasem i trwoga, jest normalne. Nienormalnym byłoby gdybyśmy w tej trudnej, bo innej, nieznanej sytuacji twierdzili, że wszystko jest OK i nic nam się nie dzieje. Paradoksalnie, osoby, które czują, że siada im psychika, że zaraz zwariują, mają poczucie jakby żyły w Matrixie, w odrealnionym świecie, podczas gdy obok, za ścianą, za szybą toczy się normalne życie, mają prawo się tak czuć i nie ma w tym niczego nienormalnego. To dobra reakcja na niedobrą sytuację, w jakiej się znaleźli. Co z tym zrobić? Ważna i lecząca jest aktywność fizyczna. W izolacji generuje się w nas bardzo dużo stresu, który będzie się kumulował. Trzeba go rozładować, wyrzucić. Aktywność jest jednym ze sposobów. Są ludzie, którzy piszą wiersze, odkrywają nowe talenty, nagrywają się na YouTubie, grają na gitarze czy perkusji. Każda forma odreagowania tego, co jest negatywne, jest dobra i może nam pomóc.

– A samotność w kontekście społecznym? Dziś wyciągnięcie dłoni na powitanie może zostać zignorowane, a nawet napiętnowane jako naganne i zagrażające zdrowiu. Niektórzy od pół roku nie odwiedzili swoich bliskich i nie chcą ich widzieć u siebie. Grozi nam oziębłość, zamkniecie na innych wywołane strachem przed zarażeniem?

– Pewnie za jakiś czas odpowiedzi na te pytania udzielą nam badania socjologiczne i psychologiczne. Osobiście uważam, że jest to niebezpieczne zjawisko, które wpłynie negatywnie na nasze relacje, a tym samym na nasze samopoczucie. Zastanawiam się, jak izolacja pandemiczna wpłynie na nasze dzieci? One dostały od nas w obecnej sytuacji przyzwolenie na nadmierne korzystanie i używanie telefonów, tabletów, komputerów, Internetu. Świat uznał to za „bezpieczniejsze”. Dzieciaki widzą świat w maseczkach, przyłbicach, co wytwarza mentalny i fizyczny dysonans, odgradza od innych. Istnieje ogromne zagrożenie, że nasze społeczeństwo pójdzie w tym kierunku i utrwali te wzorce zachowań, które mogą pozostać w nas nawet wtedy, gdy epidemii już nie będzie.

– I wtedy rzeczywiście może się okazać, że będziecie mieć więcej pracy w gabinetach.

– Potrafię sobie wyobrazić taki scenariusz. Już przed wybuchem pandemii stawaliśmy się, byliśmy bardzo samotni. Obecna sytuacja pcha nas w kierunku izolacji, dystansu i odgradzania się od innych. Ludzie mają podobne problemy, ale każdy z nas inaczej sobie z nimi radzi. Świat i życie rzuca nam wyzwanie w postaci pandemii, której od dobrych kilku pokoleń nie było. Tylko czas da nam odpowiedź na pytanie jak sobie z tym wszystkim indywidualnie i grupowo, społecznie poradzimy.

– Co mają robić ludzie, którzy borykają się z panicznym lękiem związanym z pandemią?

– Pytanie, na ile są w stanie pokonywać ten lęk. Walka z lękiem jest trudna, ale nie niemożliwa. Po pierwsze, należy odróżnić strach od lęku. Strach jest wtedy, gdy wiem, czego się boję, a o lęku mówimy wtedy, gdy odczuwam niepokój, ale nie wiemy dlaczego. Łatwiej walczyć z wrogiem, jeśli się wie, kim on jest. Ciężko dać tu jedną złotą radę. Na pewno trzeba mówić o swoim niepokoju, rozmawiać o nim z innymi ludźmi. Możemy zapisywać na kartce, w kalendarzu nasze obawy. Najgorsze co możemy zrobić, to zostawić dla siebie te negatywne, przerażające, lękotwórcze myśli. Zamknąć je w sobie i udawać, że nic nam nie jest. Emocje muszą z nas w jakiś sposób wypływać. Szczególnie te negatywne emocje, bo one nigdy nie znikają, one gniją, odkładają się na później, by za chwilę znów się w nas obudzić, ale już w bardziej niebezpiecznej i niefajnej formie. Co bym zalecała? Malować, mówić, pisać, opowiadać, nagrywać. Wyciągać z naszej głowy to wszystko, co nas boli, martwi, dobija, przeraża i próbować to jakoś w sposób symboliczny poukładać na kartce, w rozmowie, w nagraniu, na obrazie czy w jakiejś aktywności fizycznej. W zależności kto co lubi, i co komu pomaga. Jeśli jednak czujemy, że sobie nie radzimy, że lęk nas paraliżuje i utrzymuje się tygodniami, że tracimy siły i wiarę w siebie, to myślę, że warto rozważyć kwestię szukanie pomocy u specjalistów takich jak psycholog, psychiatra, którzy w tej walce mogą nam pomóc.

– Czyli najpierw wyrzucić złe myśli, a potem… może sięgnąć po pozytywne?

– Jest to dobry pomysł i plan, podoba mi się. Faktycznie, trzeba najpierw zrobić miejsce na pozytywne myśli. Zwykle, jeśli wyrzucimy z siebie to, co negatywne, to te pozytywne rzeczy pojawiają się same. A jeśli nie, trzeba sobie zadać pytanie: co sprawia mi radość, co pozwala czuć się dobrze, co mnie uspokaja, co mi pomaga i daje wytchnienie, pozwala złapać oddech, co lubię robić? Nie mogą to być jednak aktywności, zachowania destrukcyjne, tylko takie, po których czujemy się silniejsi i lżejsi. Odpowiedź jest w każdym z nas.

Sabina Wiercioch – psycholog, absolwentka Wydziału Psychologii Stosowanej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pracuje w nurcie TSR-u, czyli terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

2 × trzy =